Rozmowa toczy się zwyczajnie, aż pada jedno zdanie - i coś się przełącza. Głos robi się cudzy, argumenty ostrzejsze niż sprawa, a pół godziny później przychodzi zdumienie: "co we mnie wstąpiło?". Psychologia głębi odpowiada dosłownie: wstąpił kompleks. I to Jung - na długo przed potocznym "mieć kompleksy" - nadał temu słowu precyzyjne znaczenie.
Kompleks to naładowany emocjonalnie węzeł psychiczny: zbitka wspomnień, obrazów i uczuć skupiona wokół jednego tematu - odrzucenia, oceny, pieniędzy, autorytetu, bycia pomijaną. Węzeł powstaje zwykle wcześnie, wokół zranienia, które się powtarzało - i żyje potem w psychice jak osobna mała osobowość: ma własną pamięć, własną logikę i własny guzik alarmowy. Jung odkrył je zresztą eksperymentalnie, testem skojarzeń: przy słowach dotykających węzła odpowiedzi opóźniały się i dziwaczały, jakby na linii ktoś trzeci podnosił słuchawkę.
Po czym poznać, że sterowanie przejął kompleks
- Nieproporcjonalność: reakcja o dwa rozmiary za duża wobec bodźca - drobna uwaga, a w środku pożar na trzy dni.
- Nagłość: przełączenie w pół sekundy, bez stacji pośrednich - spokój, cyk, burza.
- Regresja: w środku burzy myśli i uczucia dziwnie młodsze od metryki - argumentacja ośmiolatki w ustach dorosłej.
- Amnezja perspektywy: w trakcie - absolutna pewność swojej racji; po godzinie - "sama nie wiem, o co mi tak naprawdę poszło".
Ważne odczarowanie: kompleksy mają wszyscy - to normalne wyposażenie psychiki, nie defekt. Pytanie nie brzmi "czy mam", tylko "które mam i kiedy przejmują kierownicę". Bo koszt płaci się nie za posiadanie węzła, lecz za nieznajomość jego guzika: nieznany kompleks wybiera za człowieka pracę, kłótnie i partnerów - i podpisuje się jego nazwiskiem.
Praca z kompleksem nie polega na jego usunięciu - węzłów zawiązanych latami nie rozcina się dekretem. Polega na trzech krokach skromniejszych i skuteczniejszych. Najpierw mapowanie: po każdej nieproporcjonalnej reakcji notatka - co było iskrą, ile lat miałam w środku, jaki temat się powtarza. Potem nazywanie w czasie rzeczywistym: samo zdanie "o, włączył się mój węzeł oceny" wbija klin między "ja" a kompleks - a w tym klinie mieszka wolność wyboru reakcji. Wreszcie wysłuchanie: w duchu Carla Gustava Junga każdy kompleks był kiedyś rozwiązaniem - chronił dziecko przed czymś realnym - i domaga się nie egzorcyzmu, lecz uznania: "widzę cię, znam twoją dawną służbę, dziś prowadzę ja". Węzeł uznany słabnie. Węzeł zwalczany - dokręca się.
Kompleks to nie skaza. To stary strażnik, który nie zauważył,że wojna się skończyła - i trzeba mu to powiedzieć.W duchu Carla Gustava Junga
Dziennik przejęć
Przez tydzień notować każdą reakcję o rozmiar za dużą: iskra, wiek w środku, temat. Po siedmiu dniach spojrzeć na listę i nazwać swój główny węzeł jednym słowem. Węzeł z imieniem to węzeł, który przestał być niewidzialny - a to połowa całej pracy.
Bezpłatny fragment
Trzy miesiące pracy w głębi
Porządek, głębia, domknięcie: sny, kompleksy, relacje, pieniądze i własny mit - poprowadzone dzień po dniu.
Poznaj System 90 dni
