Granic nie buduje się na wielkich konfrontacjach - dokładnie tak, jak siły nie buduje się od stu kilogramów na sztandze. Buduje się je na małych ciężarach, powtarzanych codziennie. Stąd najprostszy istniejący trening asertywności: jedno małe "nie" dziennie, przez siedem dni. Śmiesznie mało - i dokładnie dlatego wykonalne.
Zasada konstrukcyjna: stawka musi być niska. To nie jest tydzień na rozliczanie matki ani stawianie szefowej ultimatum - to tydzień na "nie" wobec ankietera, ulotki, dokładki, propozycji "może jeszcze kawy", niechcianego telefonu od konsultanta, prośby "polub i udostępnij". Cel treningu nie leży w wygrywaniu ważnych bitew, tylko w czymś skromniejszym i głębszym: w oswojeniu ust z tym słowem i psychiki z tym, że po jego wypowiedzeniu świat stoi dalej.
Plan siedmiu dni
- Dni 1-2: nieznajomi. Ankieter, telemarketer, ulotka. Zero relacji do stracenia - czysty trening wymowy.
- Dni 3-4: sytuacje towarzyskie niskiej wagi. Dokładka, jeszcze jeden odcinek, "zostań chwilę dłużej" - odmowa z uśmiechem, bez tłumaczeń.
- Dni 5-6: drobne prośby znajomych. "Zerkniesz na coś?", "podrzucisz?" - użycie zdania na przeczekanie ("sprawdzę i dam znać") liczy się jako pełne powtórzenie.
- Dzień 7: przegląd. Bez nowego "nie" - za to pięć minut z notatkami: które przyszło najłatwiej, które najtrudniej, co działo się w środku po każdym.
Dwie zasady bezpieczeństwa. Po pierwsze: notować każdy trening jednym zdaniem - komu, co, jaka fala przyszła po. Po drugie: nie nadrabiać - dzień bez okazji to nie porażka, następnego dnia wraca się do planu, nie do podwójnej porcji.
Czego się spodziewać w środku? Fala winy przyjdzie - punktualnie, po pierwszych powtórzeniach - i to jest dobra wiadomość, bo trening bez oporu byłby treningiem mięśnia, który nie zanikł. W duchu Carla Gustava Junga: te małe "nie" są w istocie pierwszymi wypłatami z piwnicy, w której leży wyparta stanowczość - a fala winy to alarm starego kontraktu grzeczności, który właśnie odnotował naruszenie. Alarm słabnie z każdym dniem nienastąpionej katastrofy. I gdzieś około piątego dnia pojawia się zwykle uczucie nowe, ciche i zaskakujące: nie triumf, nie ulga - godność. Warto na nie poczekać. Ono jest właściwym wynikiem tego tygodnia.
Wielkie granice wyrastają z małych. Nikt nie podnosi stu kilogramów,kto nie podnosił pięciu.W duchu Carla Gustava Junga
Powtórzenie pierwsze
Dziś dzień pierwszy: jedno "nie" w najniższej dostępnej stawce - ulotka, ankieta, telefon sprzedażowy. Wieczorem jedno zdanie w notesie. Siedem dni od dziś warto wrócić do tej notatki i porównać, jak brzmi to słowo w ustach po tygodniu.
Bezpłatny fragment
Wypróbuj system przez tydzień
Siedem dni prowadzenia krok po kroku - jedno zadanie dziennie, prosto na mail. Bez karty, bez zobowiązań.
Wypróbuj 7 dni
