Wąż we śnie: zdrada. Wypadające zęby: strata pieniędzy. Woda: zmiany. Senniki sprzedają się od stuleci na tej samej obietnicy - słownika, w którym każdy obraz ma jedno hasło. Problem w tym, że ta obietnica jest fałszywa u samych podstaw. I nikt nie wykazał tego dobitniej niż psychologia głębi.
Argument jest prosty: symbol nie ma znaczenia bez właściciela. Wąż śniony przez herpetolożkę, która kocha swoje zwierzęta, przez osobę ukąszoną w dzieciństwie i przez kogoś, kto właśnie ogląda serial o kobrach - to trzy zupełnie różne wiadomości, choć obraz ten sam. Sen mówi językiem skojarzeń śniącego: jego biografii, jego lęków, jego wczorajszego dnia. Sennik proponuje słownik wspólny dla wszystkich - czyli dokładnie to, czego język snów nie ma. Dlatego trafia czasem przypadkiem, jak zepsuty zegar dwa razy na dobę - i myli systematycznie.
Jak czytać sny bez słownika
- Zapisać obraz bez interpretacji. Najpierw materiał: kto, co, gdzie, jaka emocja. Interpretacja na gorąco zamyka sen, zanim zdąży powiedzieć swoje.
- Zebrać skojarzenia wokół każdego elementu. Do węża ze snu: co MI się kojarzy z wężem? Pierwsze trzy odpowiedzi, bez cenzury - to jest właściwy słownik, jedyny istniejący egzemplarz.
- Zapytać o wczoraj i o teraz. Sen komentuje życie śniącego: co działo się dzień wcześniej? jaki temat teraz nosi psychika? Obraz plus kontekst daje trop; obraz bez kontekstu daje wróżenie.
Jest jedno uczciwe zastrzeżenie: istnieją motywy, które ludzkość śni wspólnie - upadek, pościg, egzamin, zgubiona droga. Ale nawet one nie mają haseł słownikowych; mają raczej wspólne pytania ("przed czym uciekam?", "z czego czuję się egzaminowana?") - a odpowiedzi znów są osobiste. Wspólna jest forma pytania, nigdy treść odpowiedzi.
W duchu Carla Gustava Junga sennik popełnia jeszcze jeden, subtelniejszy błąd: zamyka rozmowę, którą sen próbuje otworzyć. Sen jest wiadomością od części psychiki, która nie ma innego kanału - a hasło ze słownika ("zdrada!") ucina korespondencję pierwszym słowem, zwalniając z wysiłku słuchania. Tymczasem wartość pracy ze snem leży właśnie w tym wysiłku: w krążeniu wokół obrazu, w niewygodnych skojarzeniach, w pytaniu "czemu akurat to, czemu teraz". Sen potraktowany jak zagadka do rozwiązania oddaje hasło i milknie. Sen potraktowany jak list od kogoś bliskiego - odpisuje. I to jest cała różnica między sennikiem a dziennikiem snów.
Sennik zna wszystkie sny oprócz jednego - tego,który przyśnił się naprawdę.W duchu Carla Gustava Junga
Jeden sen, własny słownik
Wziąć ostatni zapamiętany sen i przepuścić przez trzy kroki: obraz, skojarzenia własne (po trzy do każdego elementu), kontekst wczorajszego dnia. Porównać wynik z hasłem z dowolnego sennika. Ta różnica to najlepszy argument, jaki istnieje - własnoręcznie sprawdzony.
Bezpłatny fragment
Trzy miesiące pracy w głębi
Porządek, głębia, domknięcie: sny, kompleksy, relacje, pieniądze i własny mit - poprowadzone dzień po dniu.
Poznaj System 90 dni
